Turcja Wokół Szlaku Licyjskiego


Wyjątkowy pod każdym względem

 

Wierzę, że Szlak Licyjski będzie kiedyś jak jego słynny brat, droga do Santiago de Compostela – mówi mi Koray Ata, przewodnik od lat przemierzający trasę, której przebieg wyznaczony został w oparciu o Miliarium Lyciae – mapę sprzed wieków. Prowadzi na południowym wybrzeżu Turcji, pomiędzy Antalyą i Ölüdeniz, utwardzonym traktem sprzed 2500 lat przez całe terytorium Licji, która już jakieś 1500 lat przed Chrystusem rozwijała się na półwyspie Teke. Po drodze są dziesiątki miast i wykutych w skałach grobowców, setki monumentalnych sarkofagów, porty morskie, warownie, teatry i akwedukty. I obłędne krajobrazy. – Szlak można porównać do słynnej drogi Inków do Machu Picchu w Ameryce Południowej – chwali trasę Koray.

WYBRZEŻE W ÖLÜDENIZ

Można zaczynać! Żółta brama, napis – Szlak Licyjski. Ponad 500 km, miliony kroków przez historię prawie wszystkich starożytnych cywilizacji, które pojawiały się i znikały w basenie Morza Śródziemnego. Biało–czerwony znak na skale, żółta tablica z odległością i nazwą etapu towarzyszą nam na szlaku. Po drodze miejsca przyprawiające o zawrót głowy. Trzeba się zatrzymać, wyjąć aparat. I zrobić zdjęcie.

PARALOTNIĄ Z GÓRY BABA DAGI

Wyrasta na prawie dwa tysiące metrów, tuż przy brzegu Morza Egejskiego. Codziennie wdrapują się na nią busy pełne ludzi. W miejscu startu, pod szczytem, jest wietrznie i tłumnie. Po kolei podnoszą się skrzydła paralotni. Raz, dwa, trzy – biegniemy! I do góry! Wiatr szumi pomiędzy linkami, pilot „na żaglu” zdobywa wysokość. Już ponad szczytem, dwa kilometry nad wodą. A potem godzina powietrznych rozkoszy. I lądowanie na miejskiej plaży w Ölüdeniz..

ZATOKA MOTYLI

Odcięta od cywilizacji, broni do siebie dostępu. Każe schodzić stromym zejściem albo płynąć łodzią z pobliskiego Ölüdeniz. Na jej urok trzeba sobie zasłużyć. Na dole jest cicho, tylko fale i wiatr. I motyle, których można tu spotkać tysiące. A jeśli ktoś zostanie do nocy – będzie sam, na swojej prywatnej, najpiękniejszej plaży Licyjskiego Szlaku.

WIDOK NA DOLINĘ KABAK

Szlak prowadzi ostro do góry. Jest kręty, zacieniony. Przecina strome osypiska skalne, kluczy pomiędzy czerwonymi pniami sandałowców. W końcu, nie za szybko, wspina się na pierwsze miejsce widokowe. Turkusowa woda, wiatr. Można odpocząć. Napić się, coś zjeść. A potem znów i znów, widok za widokiem. Największa nagroda dla piechura.

WIDOK Z YEDIBURUNLAR

Są jak palce mitycznego stwora, który próbuje zagarnąć morską wodę. Rozczapierzone, wcinają się daleko w morze. W ciepłym świetle zachodzącego słońca znikają powoli, chowają się w ciemności. Potwór zapada w sen, a słońce chowa się za horyzontem. Rano słońce pojawi się z drugiej strony, wybuchnie jasnym światłem. I szybko okaże się, że rozpalone skały półwyspów otacza turkusowa woda. W jednej chwili zniknie cały strach wieczora.

AKWEDUKT W DELIKKEMER

Z Islamlar do Patary. 22,5 kilometra, tysiące kamiennych bloków z precyzyjnie wydrążonymi otworami. W środku ceramiczne rury. Wszystko idealnie spasowane, tak aby nie wyciekła ani kropla. A po drodze – odwrócony syfon, konstrukcja, która pozwalała na zwiększenie ciśnienia wody, dostarczanej do królewskiej Patary. Inżynieria sprzed dwóch tysięcy lat.

WYDMY W PATARZE

Krok, potem kolejny i jeszcze jeden – kilkaset metrów i trochę w prawo. Potem do góry po osypującym się piasku. W dół, w zacienioną dolinę i znów do góry. Piasek przesypuje się pomiędzy palcami, tworzy zmarszczki czesane przez wiatr. Jest jak na pustyni. Jedynie morze na horyzoncie i sosnowy las z drugiej strony uspokajają ten pustynny krajobraz. Najlepszy widok – z samego wierzchołka, z piaskowej grani, o zachodzie słońca.

PLAŻA KAPUTAŞ

Jeden samochód, drugi, potem trzeci i kolejny. Zwalniają, pasażerowie zerkają przez okno, a kierowcy instynktownie szukają miejsca, by się zatrzymać. Taka niespodzianka za zakrętem! Nikt się nie spodziewał! Wystarczy zaparkować, zejść, pokonując kilkadziesiąt metalowych stopni i już można zanurzyć się w turkusie wody. Chociażby na chwilę zrobić przerwę w podróży.

MARINA W KAŞ

Rzeczy, które dobrze znamy wyglądają zupełnie inaczej z powietrza. Kształty, kolory i perspektywa sprawiają, że zaczynają przypominać plac zabaw dla dzieci – miniaturową rzeczywistość, ułożoną ręką jakiegoś olbrzyma. Pewnie dlatego paralotniarze z Kaş tak bardzo lubią zabierać w powietrze turystów. Potem patrzą na nich, na te miny zdziwione, oczy uradowane, ciesząc się, że mogli komuś pokazać zupełnie inny świat.

GROBOWCE – MYRA

Wielka skała z grobowcami tych najważniejszych, którzy tworzyli Unię Licyjską – związek miast, coś na wzór Unii Europejskiej – robi wrażenie. Tuż obok jest wielki amfiteatr z czasów rzymskich, w którym można spokojnie usiąść i podumać. Dla jednych będą to zwykłe kamienie, ot relikty przeszłości. Dla innych miasto – metropolia odwiedzana przez Germanika – ojca chrzestnego Kaliguli, św. Pawła, cesarza Hadriana, Teodozjusza II, św. Mikołaja. Ponad dwa tysiące lat fascynującej historii. Na wyciągnięcie ręki.

LATARNIA MORSKA GELIDONYA

Jeszcze kawałek, kilka zakrętów przez sosnowy las. Igliwie pachnie rozgrzane słońcem, drzewa dają cień. Jest upalnie. Kamienny trakt dawnego szlaku, którym kupcy wozili na osłach towary prowadzi delikatnie do góry. W końcu jest, budynek latarni. Do zachodu słońca jeszcze chwila, jest jeszcze czas. Można znaleźć najlepsze miejsce, najlepszy widok i czekać na pożegnanie dnia. Wiatr delikatnie marszczy powierzchnie morza. Słońce powoli zachodzi, malując ciepłymi barwami skały.

OGNIE CHIMERY – YANARTAŞ

Najlepiej widać je w ciemności – zaraz po zachodzie słońca. Wówczas Chimera – mityczny stwór o głowie lwa, ciele kozła i ogonie węża – zieje ogniem. Próbuje wyjść, wydostać się z niewoli i zemścić na Bellerofoncie, który pokonał ją na skrzydlatym koniu – Pegazie. Od tysięcy lat, wciąż próżny to trud.

WSPINACZKA W GEYIKBAYIRI

– Daj blok! – ktoś krzyknął. Zawisł na linie. Asekurujący powoli wypuszcza linę z przyrządu asekuracyjnego. Tym razem się nie uda, droga nie puści, za trudna. Trzeba spróbować jeszcze raz, ale teraz chwilę odpocząć, na dole. Mimo przegranej – uśmiech na twarzy. Krótkie spojrzenie przed siebie, na okolicę, krajobraz. Toż to Eldorado, ponad tysiąc dróg wspinaczkowych prawie w jednym miejscu. Gdy jedna nie puści – zawsze można wybrać inną, prawda?

RAFTING NA RZECEKÖPRÜLÜ

Przed każdym bystrzem, progiem na rzece rośnie adrenalina. Sternik krzyczy – wiosłujemy! Wpadamy na próg! Woda porywa raft, chce zepchnąć na brzeg, wywrócić. Walczymy, wiosłując na komendę. Lodowata woda wlewa się do środka, każdy jest mokry od stóp do głów. Uf! Udało się, przeszliśmy. Teraz chwila spokoju, parę zakrętów. Powierzchnia rzeki jest płaska jak stół i butelkowo zielona. Raft płynie wolno, dostojnie, słońce szybko suszy kamizelki ratunkowe. Tymczasem sternik zmienia pozycję, siada na krańcu pontonu i mocniej ściska wiosło. Już za chwilę wszystko zacznie się na nowo!

PLAŻA MIEJSKA W ANTALYI

Stare miasto, nowoczesne centrum, niewielki port z knajpkami i najlepszymi owocami morza w regionie. Butikowe hotele wciśnięte w kamienne mury i rodzinne apartamentowce z basenami. Do tego długa plaża, a dalej ogromne urwisko, malowane kolorami zachodzącego słońca. Tu kończy się Szlak Licyjski. Wreszcie można sobie pozwolić na leniwy wypoczynek.

Perspektywa przejścia długiego na 510 km górskiego szlaku jest rzeczywiście wyzwaniem. Jednak nie trzeba pokonywać go w całości. Nawet najkrótsze odcinki budzą tyle emocji, że nogi same niosą

Wokół Szlaku Licyjskiego

TRASA, KTÓRĄ PRZEMIERZYŁ AUTOR

ORGANIZATOR WYSTAWY:

Biuro Radcy ds. Kultury i Informacji Ambasady Turcji otwarte w 2002 roku w Warszawie, jako przedstawicielstwo Ministerstwa Kultury i Turystyki Republiki Tureckiej. Do głównych zadań biura należy nawiązywanie i wspieranie kontaktów kulturalnych pomiędzy Turcją i Polską, promocja tureckiej turystyki, udzielanie informacji na temat Turcji oraz koordynacja działań public relations na polskim rynku. Jednym z rodzajów promocji turystyki jest współpraca z dziennikarzami. Autor zdjęć Piotr Trybalski przebywał w Turcji na zaproszenie Ministerstwa Kultury i Turystyki Republiki Tureckiej.

AUTOR ZDJĘĆ I TEKSTÓW:

Piotr Trybalski – fotograf, dziennikarz i podróżnik, autor książek. Od blisko 20 lat podróżuje i fotografuje, publikując m.in. w National Geographic Traveler, Outside Magazine, National Geographic, Podróżach, Kaleidoscope, Witaj w Podróży, Przekroju, Polityce. Zdobywca tytułu Travel Photographer of The Year 2014, laureat konkursów: Grand Press Photo, Wielki Konkurs Fotograficzny National Geographic, Outdoor Photographer of The Year. Autor bestsellerowego poradnika „Fotograf w podróży”, prowadzi warsztaty fotograficzne w Polsce i zagranicą oraz blog www.FotografwPodrozy.pl.